Uwaga! Szczegóły spotkania z Prezesem Marianem Miziołkiem!

Długo oczekiwany moment na spotkanie z niesamowitym człowiekiem-legendą dla wielu pokoleń doradców, managerów z branży ubezpieczeniowej nastąpi już niebawem.

Otrzymaliśmy już liczne zgłoszenia, za które bardzo dziękujemy!

Wszystkie osoby, które do tej pory zapisały się na spotkanie skorzystały z ceny promocyjnej. Jak to w życiu bywa zyskują najbardziej aktywni i zdecydowani.

Jak napisaliśmy w poprzedniej wiadomości już niebawem zamieścimy szczegóły dotyczące agendy oraz inne przydatne informacje.

Od dzisiaj cena za udział w spotkaniu wynosi 170 zł.

Jeśli jeszcze zastanawiasz się czy warto odpowiedz sobie na poniższe pytania:
1. Czy to prawda, że dzisiaj nie masz żadnych kłopotów sprzedażowych?
2. Czy to prawda, że potencjalny klient jest zainteresowany zabezpieczeniem swojej rodziny?
3. Czy to prawda, że Twój profesjonalizm wzrósł w ostatnim okresie o co najmniej 50%?
4. Czy to prawda, że codziennie czujesz się w 100% pozytywnie nastawiony do pracy?
5. Czy to prawda, ze nie masz żadnych kłopotów z pozyskiwaniem potencjalnych klientów?

Jeżeli na którekolwiek z powyższych pytań nie udzieliłeś odpowiedzi twierdzącej powinieneś wziąć udział w tym spotkaniu.

Zdecyduj – czy jesteś gotowy na przyjęcie wskazówek, które pomogą odmienić Twoją karierę? Jeśli tak, zainwestuj w swoją przyszłość!

Czekamy właśnie na Ciebie. Bądź aktywny i zdecydowany!

Profreedom Sp. z o. o. oraz Stowarzyszenie Agentów Ubezpieczeniowych zapraszają na spotkanie z Prezesem Marianem Miziołkiem!

Spotykajmy się w Poznaniu 23 lutego 2017 r., w biurowcu DELTA przy ul. Towarowej 35/ IV piętro, w godzinach od 10.00 do 15.00.

Aby zapewnić sobie udział w tym unikalnym spotkaniu należy:
1. Wejść na stronę profreedom.pl .
2. W zakładce Kontakt należy wypełnić formularz zgłoszeniowy.
3. W polu komentarze wpisać: spotkanie 23.02.2017 Poznań
4. Dokonać opłaty w wysokości 170 zł/os.

Dane do opłaty:
Profreedom sp. z o.o., ul. Czołowa 32u, 03-028 Warszawa,

nr konta: 39 1240 5950 1111 0010 4797 3793

Uwaga: wszyscy uczestnicy spotkania w ramach opłaty otrzymają najnowsze wydanie książki Prezesa M. Miziołka „Buduj swoją legendę”

Na podstawie otrzymanego zgłoszenia prześlemy potwierdzenie uczestnictwa wraz z agendą i mapką dojazdu.

Liczba miejsc ograniczona. O udziale w spotkaniu decyduje kolejność zgłoszeń.

W razie jakichkolwiek pytań zapraszamy do kontaktu: adres mailowy: piotr.chabowski@profreedom.pl

Podziel się tą informacją z przyjaciółmi i znajomymi.

Do zobaczenia!

Spotkania z Prezesem Marianem Miziołkiem

Na temat motywacji „można by napisać wiele książek, ponieważ motywacja jest czymś co powoduje, że chcemy coś robić, jesteśmy przekonani, wierzymy w to co robimy i chcemy przekonać innych, żeby wzięli pod uwagę to co jest istotne. Natomiast taka motywacja, szanowny przyjacielu, nie jest czymś, co trwa 24 godziny na dobę. I każdy ma prawo być zdemotywowany albo stracić entuzjazm, który cię prowadził wczoraj.”

„Niewątpliwie ważną rzeczą w zachowaniu ciągłości biznesu jest zagwarantowanie dostępu do kapitału. To on jest gwarantem zachowania nie tylko ciągłości prowadzonego biznesu w czasach prosperity, ale niezbędnym czynnikiem zachowania biznesu w warunkach najtrudniejszych w życiu firmy tj. w sytuacji śmierci lub niemożności prowadzenia przedsiębiorstwa (choroba, niezdolność do pracy) jego właściciela.”

To kolejne cytaty z nowych rozdziałów książki Prezesa Mariana Miziołka. Czas do spotkania z tym wielkim człowiekiem zbliża się wielkimi krokami. Już dzisiaj możemy powiedzieć , ze termin pierwszego spotkania to 23.02.2017 w Poznaniu. Zarezerwuj swój czas w tym okresie .Jestem przekonany , że godziny pomiędzy 10.00-15.00 w tym dniu mogą okazać się decydujące w Twojej drodze do sukcesu. Niebawem ostatnie szczegóły spotkania.
Odwiedzaj strony www.profreedom.pl oraz www.facebook.com/etykawubezpieczeniach

Dzisiaj kolejny film z Prezesem. Obejrzyj i prześlij dalej.

Spotkania z Prezesem Miziołkiem

„Współczesne media lansują często ludzi o średniej, delikatnie mówiąc, wiedzy i osobowości.
Mój idol od wielu lat, Prezes Pan Marian Miziołek, był i jest wielkim człowiekiem. Prawdziwym fachowcem, z niesamowitą wiedzą i umiejętnościami. Do tego z autentyczną charyzmą. Dzisiaj byłby gwiazdą social mediów w naszym zawodzie.

Dzięki Prezesowi nauczyłem się wielu rzeczy i wciąż się uczę.

W swojej książce „ Buduj swoją legendę” Prezes Marian Miziołek opowiada o swoim sukcesie w profesji, jako doskonały fachowiec i nauczyciel, w przeciwieństwie do osób, których know-how daleko odbiega od definicji fachowości. Prezes to autorytet wszechczasów, który odniósł, odnosi i będzie odnosił sukcesy, ponieważ jest praktykiem a nie teoretykiem biznesu.

Innymi słowy jest to człowiek który wie co mówi a nie mówi co wie.!!!”

– Jacek Magdziarz

To słowa jakie znajdą się w trzecim wydaniu książki Pana Prezesa Mariana Miziołka. Oddają one prawdziwy obraz w jaki postrzegamy tę wielką postać. Każdy , kto kiedykolwiek uczestniczył w spotkaniu z Prezesem wie , że na temat kariery w ubezpieczeniach może mówić z przesłaniem i prawdziwą pasją tylko dlatego , że sam praktykuje ten szlachetny zawód do dnia dzisiejszego. Dla tych którzy go już znają i dla tych którzy nigdy nie mieli okazji spotkać się z tym gigantem w świecie ubezpieczeń gorąco polecam sprawdzenie na swoim przykładzie, czy magia i niezwykły dar w jaki przekazuje prawdy na temat budowania swojej legendy, bez względu na profesję jaką wykonujesz będzie dla Ciebie źródłem inspiracji i nowych wyzwań.

Planujemy spotkania z tym niezwykłym człowiekiem w kilku miastach w Polsce.
Pierwsze z nich już niebawem w Poznaniu.

Zachęcam do śledzenia stron profreedom.pl i www.facebook.com/etykawubezpieczeniach

Dalsze szczegóły już wkrótce!!!

STOPY PROCENTOWE

Stopy procentowe wybuchną jak franki?
Sebastian Ogórek, WP.PL | aktualizacja 2014-05-30 (08:10) 4 godziny i 15 minut temu | 51 opinii

Stopy procentowe mogą okazać się taką samą bombą z opóźnionym zapłonem jak franki szwajcarskie. Rekordowo niskie sprawiają, że płacimy dziś niewielkie raty. Za parę lat mogą wzrosnąć nawet o kilkaset złotych. Mało kto o tym pamięta.
Zdecydowaną większość kredytów hipotecznych zaciągamy ze zmiennym oprocentowaniem. Rata uzależniona jest od stałej marży banku oraz zmiennego wskaźnika WIBOR 3M. Ten ostatni -zależy od tego, jakie stopy procentowe ustali Rada Polityki Pieniężnej. Aby rozruszać naszą gospodarkę, RPP obniżyła wskaźnik do historycznych minimów.

Jak nigdy opłaca się zadłużać w bankach. Rata dla standardowego kredytu na 300 tys. zł na 30 lat obniżyła się o około 450 zł w dwa lata. Problem w tym, że o tyle niższa nie będzie zawsze. A może być dużo wyższa.

– Cała Polska gra w rosyjską ruletkę stopami procentowymi. Nie rozumiem, dlaczego klienci indywidualni, ale także firmy, walczą o każdy pips (punkt – przyp. red.) marży, a nie pamiętają, że składowa kredytu to także zmienna oparta o indeksy, takie jak LIBOR lub WIBOR. Dziś stopa procentowa w złotówce jest rekordowo niska, ale wiecznie tak nie będzie. Dla mnie kredyty o zmiennym oprocentowaniu to bomba, równie niebezpieczna jak franki szwajcarskie – mówi WP.PL Tomasz Mirończuk, były prezes BGK oraz spółdzielczego BPS.

Jak tłumaczy, dzisiejszy poziom 2,5 proc. dla podstawowej stopy to odpowiednik 2 zł za franka szwajcarskiego. Tak, jak w kryzysie frank wystrzelił, tak niedługo można się spodziewać podwyżek stóp procentowych.

– Moim zdaniem stopy procentowe rzędu 7-8 procent, może nawet wyższe, mogą wrócić. Przecież podobne poziomy notowaliśmy zaledwie kilka lat temu, a utrzymanie w długiej perspektywie tak niskich stóp procentowych jak dziś, nie jest możliwe – dodaje Mirończuk.

Przeanalizowaliśmy, o ile wzrosłaby rata kredytu na 300 tys. zł zaciągniętego na 30 lat, gdyby wróciły stopy procentowe sprzed kryzysu (w połowie 2008 roku podstawowa wynosiła 6 proc.). Dziś przy marży ok. 1,7 proc. miesięcznie do banku trzeba wpłacić ok. 1470 zł. Po zmianie stóp o 4 punkty procentowe rata sięgnęłaby już 2140 zł. To o blisko 700 zł więcej! Dla wielu gospodarstw domowych to kwota wręcz astronomiczna.
– Przy zmiennej stopie taka podwyżka jest możliwa. Zresztą nie trzeba szukać daleko. Podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie lat 90. spowodowała gigantyczne problemy. Wszystko dlatego, że stopy wzrosły 0,5 proc. do ponad 5,75 proc. – mówi Jacek Furga, szef Systemu Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami (AMRON).

Jak dodaje, taka skala zmian choć jest możliwa, to dziś przez nikogo nie jest brana pod uwagę. Furga przypomina, że nawet stres-testy, przeprowadzane przez Komisję Nadzoru Finansowego, nie przewidują takiego scenariusza.

– KNF bada co się stanie z bankami i spłacalnością kredytów przy wzroście stóp o 2-3 proc. Tymczasem nawet na tak stabilnym rynku jak Stany Zjednoczone w kilka lat zmiana sięgnęła ponad 5 proc. – dodaje ekspert.

Jego zdaniem porównywanie niskich stóp procentowych i niskiego kursu franka jest rzeczywiście słuszne, ale z jedną różnicą. Po zmianie WIBOR-u wzrośnie tylko rata, kredytobiorcy złotowi nadal będą winni bankowi tylko tyle, ile pożyczyli. Teoretycznie łatwiej będzie im pozbyć się długu sprzedając nieruchomość.

Dlaczego banki udzielają nam tak groźnych kredytów? Po pierwsze – bo mogą. Każdy, kto bierze taką pożyczkę, podpisuje odpowiedni dokument informujący o ryzyku wynikającym ze wzrostu stóp procentowych. Po drugie, bo innych kredytów banki udzielać właściwie nie mogą. Polacy nie mają oszczędności, które trzymaliby na lokatach w okresie dłuższym niż 3 miesiące, czy książeczkach mieszkaniowych. A tylko z takich, a nawet jeszcze dłuższych depozytów można finansować kredyty ze stałą stopą procentową.

Obecnie z największych graczy na rynku kredytów hipotecznych tylko czterech oferuje kredyty ze stałą stopą procentową, z czego w trzech bankach umowa dotyczy ona jedynie okresu kilkuletniego. Potem jest to standardowe oprocentowanie zmienne plus marża. Najbardziej konkurencyjna wydaje się oferta BGŻ. Przez pięć lat mamy zapewnione, że przy kredycie na 300 tys. zł płacić będziemy tylko niecałe 150 zł miesięcznie więcej niż w przypadku raty ze zmiennym oprocentowaniem. Tyle kosztować nas będzie święty spokój. Dlaczego brakuje podobnych rozwiązań?
– Gdy budżet domowy dopina się ledwie-ledwie, a w takiej sytuacji jest ponoć blisko 3/4 Polaków, to nikt nie pójdzie na wariant „bezpieczny”. Kredyty ze stałą stopą nie mają w Polsce racji bytu – mówi Krzysztof Oppenheim, ekspert od rynku nieruchomości.

Jak przypomina Tomasz Mironczuk nie tylko osoby kupujące mieszkanie biorą kredyty ze zmienną stopą. To także standard wśród przedsiębiorców.
– Z punktu widzenia firm, każda z nich powinna dziś brać kredyty na stałe oprocentowanie. Gdy ruszy gospodarka, rozpędzi się inflacja, to stopy procentowe będą musiały wzrosnąć. W takiej sytuacji kredytobiorcy nie będą martwić się, ile jeszcze stopy mogą wzrosnąć i nie będą mieć pretensji, że nie wiedzieli, że stopa zmienna może wzrosnąć. Na pewno nie będą też zaskoczeni wzrostem rat. W długiej perspektywie, to dla nich dużo bardziej opłacalne – mówi ekspert.

Ile może kosztować ryzyko zaciągania kredytu na zmienną stopę? Przy wzroście stóp procentowych o 4 proc. będzie to kilkaset złotych miesięcznie. W przypadku kredytów zaciąganych przez firmy, które są dużo wyższe i na krótszy okres, raty mogą rosnąć nawet o kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Analitycy rynkowi twierdzą, że do końca roku Rada Polityki Pieniężnej raczej nie podwyższy stóp procentowych. Pierwszych ruchów spodziewać można się dopiero w przyszłym roku i to też raczej niedużych. Trzeba jednak pamiętać, że kredyty zaciąga się nie na 2-3 lata, ale 30. Poza tym mniej więcej to samo co dziś o ryzyku stóp procentowych mówiono siedem lat temu, gdy rekordowo tani był frank szwajcarski…

4

Super oferta!!!

Życie jest nieprzewidywalne i nigdy nie wiemy, co wydarzy się jutro. Dlatego już dziś warto pomyśleć o naszej przyszłości.

Szanowni Państwo,

Czy wiecie, że statystycznie w Polsce;
1. co 12 min. ktoś zostaje ranny lub ginie w wypadku drogowym?
2. co 3 min. ktoś inny dowiaduje się, że ma nowotwór złośliwy lub inną poważną chorobę?

Czy zastanawiałeś się, skąd w takich sytuacjach wziąć pieniądze na kosztowne leczenie?

Czy Twoja rodzina poradzi sobie finansowo, gdyby wczoraj to właśnie Ciebie spotkało?

Prosimy, zapoznaj się z naszą najnowszą ofertą ubezpieczenia na życie, dostępną w dwóch prestiżowych wariantach VIP;
• 60 zł miesięcznie za sumę ubezpieczenia 50 000 zł
• 100 zł miesięcznie za sumę ubezpieczenia 100 000zł

Szczegóły zamieszczamy na stronie, zakładka: do pobrania.

Powrót do repartycyjnych emerytur

Powrót do repartycyjnych emerytur
Gazeta Bankowa

Ponad 16,37 mln Polaków zostało, 3 lutego br., ograbionych przez rząd Donalda Tuska z blisko 10 tys. zł zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych.
Wejście w życie w 1999 roku nowego systemu emerytalnego utwierdziło miliony rodaków, że mogą mieć wpływ na swój komfort finansowy na emeryturze. Tak było do maja 2011 roku i od tego czasu jest coraz gorzej. Niecałe trzy lata temu Jolanta Fedak, minister pracy i Jan Vincent-Rostowski, minister finansów dokonali pierwszej grabieży pieniędzy uczestników II filaru. Od tamtego roku składka ubezpieczonych przekazywana do OFE została zmniejszona o 5 p.p. Zamiast 7,3 proc. pensji brutto do funduszy emerytalnych było przekazywane 2,3 proc. składki ubezpieczonego, a od lutego br. jest to 2,92 proc. Zabierane Polakom co miesiąc pieniądze, które miały w przyszłości stanowić około 1/3 świadczenia emerytalnego, są przekazywane do ZUS na tzw. subkonta. Widnieją tam jako zapis księgowy, czyli mgliste zobowiązanie państwa wobec obywateli.

• Gdzie się podziało 19 miliardów zł z OFE?
Po 15 latach funkcjonowania systemu emerytalnego kapitałowo-repartycyjnego mamy od lutego br. roku powrót do tak krytykowanego repartycyjnego systemu. Co to oznacza, wiedzą wszyscy emeryci całkowite uzależnieni od ZUS, jego kondycji finansowej i chimerycznych zachowań rządów.

Ile na emeryturze pieniędzy z systemu powszechnego w wybranych krajach

(Źródło: Eurostat, GUS, dane za 2013 r. )

Mydlenie oczu

Ponad 16,37 mln rodaków, członków OFE, 3 lutego o godz. 17 miało na swoich kontach o 51,5 proc. mniej pieniędzy na przyszłą emeryturę. Tegoż sądnego dnia o godz. 17 odbyła się konferencja prasowa, podczas której Władysław Kosiak-Kamysz, minister pracy powiedział między innymi: „Przeniesienie części obligacyjnej środków zgromadzonych w OFE na indywidualne subkonta w ZUS-ie nie jest w żadnej mierze konfiskatą oszczędności. To jest stwierdzenie nieuprawnione. Te środki zostały przeniesione i stanowią zobowiązanie państwa do wypłacania w przyszłości emerytur. Zobowiązanie w postaci obligacji zostało zastąpione zobowiązaniami zapisanymi na subkoncie w ZUS-ie”.

Szacuje się, że w ramach tej operacji rząd przejął z funduszy emerytalnych jednorazowo prawie 154 mld zł. Po tym transferze statystyczny członek funduszu emerytalnego został ograbiony z blisko 10 tys. zł. Tego dnia fundusze przekazały do ZUS aktywa o wartości odpowiadającej sumie umorzonych jednostek rozrachunkowych (obligacje i bony emitowane przez Skarb Państwa, obligacje emitowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego, inne papiery wartościowe opiewające na świadczenia pieniężne, gwarantowane lub poręczane przez Skarb Państwa oraz około 1,5 mld zł w gotówce).

Po zagarnięciu przez rząd pieniędzy członków OFE żaden myślący Polak nie uwierzy ani temu rządowi, ani przyszłemu, że warto oszczędzać pieniądze na emeryturę w jakiejkolwiek formie nadzorowanej przez państwo.

Minister jako Robin Hood

Ile są warte obietnice rządu, przekonujemy się niemal co kilka dni. Resort pracy chce wprowadzić zmiany w sposobie waloryzacji obecnie wypłacanych emerytur. Świadczenia byłyby waloryzowano tylko o wskaźnik inflacji, a te najniższe także o realny wzrost płac. Można być pewnym, że niezależnie od przyjętej metody waloryzacji rząd zrobi wszystko, by zaoszczędzić na Polakach. Skłócanie biednych z bogatymi to dobry sposób na odwrócenie ich uwagi od istoty problemu, czyli zagrożenia załamania się systemu – deficyt ZUS po III kwartale 2013 roku wyniósł około 50 mld zł.

Ale nie tylko emeryci są grupą, na której zamierza eksperymentować obecny rząd. Nowym pomysłem na ratowanie finansów państwa i ZUS – ze szczytnym hasłem – jest oskładkowanie umów „śmieciowych”. MPiPS rozważa pomysł nałożenia na umowy o dzieło składki emerytalno-rentowej w wysokości 19,52 proc., gdy jest to jedyne źródło zarobku. Nie dotyczyłoby to osób, które z tytułu innych umów płacą już składki na ubezpieczenie społeczne. Zmiany dotyczyłyby m.in. pracowników firm ochroniarskich, sprzątających, nauczycieli akademickich (prowadzących wykłady). Według ekspertów ten manewr zwiększy jeszcze i tak wysokie bezrobocie w Polsce – ponad 13,5 proc. w grudniu 2013 roku. Na koniec 2012 roku ponad 1,35 mln osób było zatrudnionych wyłącznie na umowy-zlecenia lub o dzieło.

Negatywne skutki działań rządu

Negatywna polityka rządu dotycząca finansów Polaków spowodowała, że w 2013 roku odsetek Polaków mających jakiekolwiek oszczędności gwałtownie się obniżył. Polska zanotowała największy spadek osób z zaskórniakami wśród 13 krajów badanych dla Grupy ING (Austria, Belgia, Czechy, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Polska, Rumunia, Turcja, Wielka Brytania i Włochy). Pod tym względem dorównujemy Turcji i plasujemy się na przedostatnim miejscu, tuż przed Rumunią. Liderzy to Luksemburg, Holandia i Austria, gdzie „poduszkę” finansową ma od 74 proc. do 84 proc. osób. Na 13 ankietowanych krajów Polacy znaleźli się w ogonie, gdy chodzi także o odkładanie pieniędzy na czas po zakończeniu aktywności zawodowej. Tylko co dwudziesty badany oszczędza na (wcześniejszą) emeryturę (średnia dla badanych krajów to 11 proc.). We Francji na ten cel odkłada pieniądze 16 proc. populacji, w Niemczech i Hiszpanii po 15 proc. obywateli. Nawet w Czechach na emeryturę oszczędza 12 proc. ankietowanych.

Niezadowolonych ze swojej sytuacji finansowej w 2013 roku było 40 proc. Polaków. Jak wynika z badania przygotowanego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej oraz Millward Brown, możliwości finansowe rodaków w minionym roku były mniejsze niż w 2012 roku. Dla prawie co drugiego Polaka miniony rok był gorszy, gdy chodzi o oczekiwania finansowe. Nasze niezadowolenie rośnie wraz z wiekiem. O ile ludzie z przedziału 18-34 lat oceniają ostatnie 12 miesięcy pozytywnie (38 proc.), to wśród osób po 45. roku życia zadowolonych było już tylko 17 proc., a wśród osób po 60. roku życia tylko 9 proc.

Zagrożony III filar

W 1999 roku powiało nadzieją. Polacy rozpoczęli swój „marsz” ku oszczędzaniu na emeryturę. Kampanie społeczne, medialne pokazywały Polakom, że od teraz ich przyszły świat na emeryturze będzie podobny do podróżujących Niemców, Brytyjczyków… Czeka ich na starość wylegiwanie się w słońcu, pod palmami. Oddawali z wiarą swoje 7,3 proc. pensji brutto najpierw 21 OFE, a na koniec 2013 roku 11 podmiotom, ale już niewiele – 2,3 proc. składki na ubezpieczenie społeczne. Nadal jednak wierzyli, że ich przyszła emerytura będzie wyższa dzięki kumulacji oszczędności w FUS: tzw. I filar, OFE – tzw. II filar, kilka procent Polaków dobrowolnie oszczędza jeszcze w tzw. III filarze.

Business Centre Club zapytał przedsiębiorców, co sądzą o zmianach dotyczących OFE i jak w związku z nimi zamierzają oszczędzać na swoje emerytury. Przedsiębiorcy liczą przede wszystkim na siebie, a w mniejszym stopniu na ZUS (66,7 proc.), OFE (53,9 proc.), czy III filar – PPE/IKE (30,8 proc.). Mając do wyboru ZUS lub ZUS/OFE, dwie trzecie (66,7 proc.) zamierza pozostać w OFE i ZUS, a 28,2 proc. wybrać ZUS. Dotychczas przedsiębiorcy – członkowie BCC – oszczędzali na emeryturę przede wszystkim w ramach I filaru (82,1 proc.) oraz II filaru (69,2 proc.) i dodatkowo samodzielne inwestycje (również 69,2 proc., ale 41 proc. spośród nich oszczędzało za pośrednictwem III filaru, czyli PPE, IKE, IKZE.

Kreacja rządu nie ma granic. Co będzie dalej, trudno przewidzieć. Jak na razie politycy po demontażu kapitałowej części systemu emerytalnego zaczynają przebąkiwać o systemie solidarnościowym, czyli minimalnych emeryturach dla wszystkich obywateli. Niektórzy z nich widzą w tym rozwiązaniu panaceum na wszystkie problemy. Odwołują się do doświadczeń krajów anglosaskich, Kanady, Australii (bez wnikliwej analizy). W tych krajach istnieją minimalne emerytury gwarantowane przez państwo, ale stosują one także wiele zachęt nie tylko fiskalnych, które mają spowodować, że ludzie chcą oszczędzać.

Ramka

Na koniec 2013 roku w ramach tzw. III filaru Polacy oszczędzali na blisko 820 tys. Indywidualnych Kont Emerytalnych (IKE), na których zgromadzili niecałe 4 mld zł; w ramach pracowniczych programów emerytalnych (PPE) mieli uciułane ponad 3 mld zł; indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) było ponad 500 tys., na których zgromadzono około 80 mln zł.

Rosną oszczędności Polaków

Coraz więcej Polaków oszczędza głównie na czarną godzinę. Rosną także odkładane przez nich kwoty. Zwykle oszczędzamy na wypadek nieprzewidzianych wydatków i zdarzeń. Motywująco na Polaków podziałały też przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, które zakładają, że począwszy od tego roku każdy kredytobiorca będzie musiał zgromadzić 5-procentowy wkład własny.

Sześć na dziesięć osób nie posiada żadnych oszczędności – wynika z tegorocznego raportu „Diagnoza Społeczna 2013”. Kryzys finansowy podziałał jednak na Polaków motywująco. Jeszcze 4 lata temu oszczędności miała jedynie jedna trzecia społeczeństwa.
– Trend jest bardzo korzystny i to jest najważniejsze. Oszczędzamy głównie na czarną godzinę, odkładamy pieniądze, tworząc poduszkę finansową – mówi Jacek Kur, ekspert Expandera, firmy będącej członkiem Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Co czwarty z oszczędzających na nieprzewidziane wydatki czy z obawy o utratę pracy zgromadził oszczędności w wysokości jednego miesięcznego dochodu – wynika z raportu „Oszczędzanie i wydatki mieszkaniowe Polaków” Expander Advisors, Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Domu Kredytowego Notus. Większość ekspertów podkreśla jednak, że tzw. oszczędności buforowe powinny stanowić równowartość co najmniej trzykrotności miesięcznych wydatków gospodarstwa domowego. Najbezpieczniejsza opcja to zgromadzenie sześciokrotności wydatków.

Drugi najbardziej popularny cel oszczędzania to wydatki mieszkaniowe. Według raportu aż 34,7 proc. respondentów odkłada pieniądze z takim przeznaczeniem.

– Oszczędzamy na wkład własny. Od nowego roku jest wymagane 5 proc. wkładu własnego przy kredytach mieszkaniowych. Odkładamy też na remont mieszkania. Według badań, jedna trzecia osób oszczędzających odkłada właśnie na ten cel – podkreśla Jacek Kur.

Polacy chętnie oszczędzają na bieżące wydatki. Dużo gorzej wyglądają ich oszczędności przeznaczone na przyszłą emeryturę. Badania pokazują, że Polacy nie mają tendencji do myślenia perspektywicznego i odkładania pieniędzy na starość. Tylko 4,3 proc. respondentów przyznało, że oszczędza na emeryturę.

– To jest bardzo niski odsetek, biorąc pod uwagę fakt, że obecny system emerytalny jest niewydolny, z pewnością nie zapewni godziwych emerytur. W związku z tym zastanawiające jest to, dlaczego tylko co dwudziesta osoba oszczędzająca ma taki cel zbierania pieniędzy – mówi Jacek Kur.

Według ekspertów najlepszy system to odkładanie 10 procent swoich dochodów. Ale warto oszczędzać nawet mniejsze kwoty.

– Minimum, które przyjmuje się na ten cel, to jest 200 złotych miesięcznie. Ponieważ przy oszczędzaniu przez około 30 lat w sumie niewielkiej kwoty, jesteśmy w stanie sobie zapewnić dość pokaźny dodatek do emerytury państwowej – dodaje Jacek Kur.

 

 

Emerytury z ZUS do OFE – ile na tym stracą Polacy? Politycy debatują nad zmianami

Żaden członek OFE nie straci na tej zmianie – zapewniał minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas sejmowej debaty nad zmianami w OFE. Apelował, by posłowie wznieśli się ponad emocje i spróbowali zrozumieć istotę zmian.

– Żaden członek OFE na tym przesunięciu nie straci. Wysokość środków przekazanych z OFE do ZUS nie będzie mogła być mniejsza niż ich wartość z trzeciego września 2013 r. – mówił minister. Czwartego września premier Donald Tusk przedstawił plan zmian w systemie emerytalnym.

Kosiniak-Kamysz przypominał, że środki zewidencjonowane na subkoncie ZUS będą co roku waloryzowane na dotychczasowych zasadach. Z analiz rządowych wynika, że w przyszłości nie będzie to mniej niż zysk z polskich obligacji skarbowych, w które do tej pory OFE inwestowały środki.

Oznacza to, że wpływ przesunięcia środków będzie dla przyszłych emerytów co najmniej neutralny. Nikt na tym nie straci – oświadczył.

Powtarzał, że rząd wprowadzając dobrowolność dot. przynależności do OFE nie zamierza nikogo do nich zniechęcać, ani OFE likwidować. – Chcemy jedynie, aby obecność w OFE była świadomą decyzją przyszłych emerytów. (…) Jeśli zdecydują się pozostać w OFE, czekają ich daleko idące zmiany – dodał minister.

Wysokość składki przekazywanej do OFE wyniesie 2,92 proc. wynagrodzenia brutto. Zmienią się też opłaty, jakie fundusze pobierają od swoich klientów. – Obecnie instytucje finansowe zarządzające funduszami pobierają opłaty w wysokości 3,5 proc. przekazywanej składki(…). Zdecydowaliśmy się obniżyć opłaty od składki o połowę – przypominał.

Szef resortu pracy apelował do posłów, by „wznieśli się ponad banalne, emocjonalne, a przede wszystkim często nieprawdziwe określenia i spróbowali zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w proponowanych przez rząd zmianach”.

SMART INTERTEXT

Zapewniał, że państwo jest gwarantem świadczeń emerytalnych, a uchylanie się od tej odpowiedzialności jest nie do przyjęcia. Wyjaśniał, że przekazanie środków z OFE do ZUS dopiero w momencie osiągnięcia wieku emerytalnego nie gwarantuje ich bezpieczeństwa w okresie przedemerytalnym. – Co, jeśli na przykład na trzy lata przed emeryturą powtórzy się kryzys z 2008 roku? OFE straciły wówczas w ciągu jednego roku ponad 20 mld zł – pytał.

Dlatego – jak zaznaczył – rząd „nie może dopuścić do takiej sytuacji jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie Amerykanie muszą pracować znacznie dłużej niż wynosi wiek emerytalny, dlatego, że kryzys finansowy zjadł ich emerytalne oszczędności”.

Zwracał uwagę, że od 1 kwietnia do 31 lipca przyszłego roku będzie można złożyć deklarację, czy chcemy oszczędzać na emeryturę tylko w ZUS, czy także w OFE. Decyzja taka – jak dodał – nie będzie ostateczna. Pierwszy raz będzie ją można zmienić w 2016 r., kiedy ponownie będą na to cztery miesiące.

Minister poinformował, że w ostatnich latach do OFE musiało przystąpić 500-600 tys. osób rocznie. „W zeszłym roku świadomą decyzję podjęło zaledwie 20 proc. młodych osób wchodzących na rynek pracy, reszta została rozlosowana” – wskazał.

Przytoczył dane, z których wynika, że chociaż do OFE należy blisko 16 mln Polaków, to subkonta w ZUS ma niespełna 13 mln. – Oznacza to, że liczba członków OFE, na których konta nie wpływają nowe składki, przekracza już 3 mln. Choć na ich konta nie wpływają składki, to instytucje finansowe zarządzające OFE cały czas pobierają prowizję za zarządzanie, uszczuplając w ten sposób stan konta – mówił szef resortu pracy.

Kosiniak-Kamysz przekonywał, że brak zmian w OFE miałby bardzo negatywne skutki dla rozwoju gospodarczego kraju. Zmiana ma mieć pozytywny wpływ na finanse publiczne – dług publiczny wobec PKB ma zmniejszyć się o 7 punktów proc. Bez reformy w przyszłym roku konieczne byłyby głębokie cięcia w wydatkach budżetowych – wskazywał.

Dodał, że inwestycje funduszy powinny służyć wspieraniu realnej gospodarki, a nie powiększaniu długu publicznego. – OFE będą mogły inwestować do 30 proc. aktywów za granicą. Dochodzenie do tego pułapu będzie jednak rozłożone w czasie. Do końca przyszłego roku limit zwiększy się o 10 proc., w 2015 r. do 20 proc. i ostatecznie do 30 proc. w 2016 r. – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Rząd wybrał! Oto decyzja ws. OFE

Środki obligacyjne OFE zostaną przeniesione na subkonto w ZUS, akcyjne pozostaną w OFE.. Polacy zaś sami zdecydują, czy wolą nowe, okrojone OFE, czy ZUS.
Rząd poinformował dziś, jak będą wyglądały przyszłe emerytury Polaków.
Oto zmiany w pigułce:
– część obligacyjna zostanie przekazana do ZUS na poziomie, który odpowiada wycenie tej obligacyjnej części na stan 31 grudnia 2012 roku
– część akcyjna pozostanie w OFE
– wszyscy płatnicy będą mieć wybór – czy chcą dalej być w OFE (lub będą mogli wybrać OFE, jeśli dopiero zaczynają pracę), bądź też będą mogli dokonać wyboru na rzecz ZUS-u. Domyślność będzie po stronie ZUS-u. Jeśli w 3 miesiące płatnik nie podejmie wyboru – uznaje się, że wybrał ZUS
– proponowana składka do OFE ma wynosić 2,92 proc. W tym roku składka do OFE wynosi 2,8 proc., a do ZUS to 4,5 proc.
– obowiązek stopniowego przekazywania środków z OFE do ZUS przez 10 lat przed emeryturą.
Dla osób, które mają krócej niż 10 lat do emerytury, środki będą przekazywane proporcjonalnie. Np. jeśli ktoś ma 6 lat do emerytury – w każdym roku do ZUS-u trafi 1/6 środków
– rząd zaproponuje obniżenie opłat związanych z obsługą systemu emerytalnego o połowę. To będzie dotyczyło zarówno ZUS-u, jak i OFE
– za wypłatę emerytur z obydwu filarów odpowiadać będzie ZUS
– składki ZUS będą tak samo dziedziczone jak składki OFE

Tusk: część obligacyjna OFE do ZUS

Część obligacyjna Otwartych Funduszy Emerytalnych będzie przekazana do ZUS – poinformował Donald Tusk. Dodał, że dzięki temu posunięciu zmniejszy się dług publiczny oraz wzrośnie bezpieczeństwo przyszłych emerytur.
– Ta część obligacyjna będzie przekazana do ZUS, na poziomie, który odpowiada wycenie tej obligacyjnej części na stan 31 grudnia 2012 roku – powiedział premier na konferencji prasowej.

Dodał, że konsekwencją tego posunięcia będzie zmniejszenie długu oraz bezpieczna emerytura. – Chcę podkreślić, że gdyby przez te 13 lat, które minęły, pieniądze emerytów były na subkoncie, tak jak to planujemy, a nie w dyspozycji OFE, to emerytura byłaby wyższa – ocenił szef rządu.

– Emerytura ZUS-owska to nie jest emerytura, która z definicji jest niższa. Doświadczenie ostatnich 13 lat pokazuje inaczej, wynika to ze wzrostu PKB, a co za tym idzie waloryzacji – zauważył.

Premier poinformował również, że podczas pracy nad założeniami ustawy o przyszłości sytemu emerytalnego w Polsce wykluczono możliwość przejęcia przez państwo akcji, które dzisiaj są w portfelu OFE. – Państwo nie powinno ulegać pokusie nacjonalizacji. Uznaliśmy, że to nie jest najlepszy pomysł – zaznaczył premier.

Tusk: to przyszły emeryt musi zdecydować o ryzyku

Decyzja o inwestowaniu na giełdzie przez przyszłego emeryta powinna być jego decyzją – tłumaczył podczas konferencji prasowej dotyczące Otwartych Systemów Emerytalnych w środę premier Donald Tusk.

– Chcieliśmy także obniżyć ryzyko związane z istoty rzeczy z definicją OFE, które ponosi nie zawsze świadomie składkowicz – przyszły emeryt – chodzi o inwestowanie w system akcyjny (…) na giełdzie – wyjaśnił premier.

Dodał, że ryzyko budowania swojej przyszłej emerytury poprzez inwestycje na giełdzie powinno być ryzykiem wynikającym z woli obywatela, nie powinno być narzucone systemowo, tak jak jest to obecnie.

Premier zaznaczył, że zaproponowane zmiany powinny być neutralne z punktu widzenia dzisiejszego i przyszłego emeryta. A więc aby nie zmieniały one wysokości składki.

Rząd zaproponuje obniżenie opłat związanych z obsługą systemu emerytalnego o połowę – poinformował premier.
Premier zaznaczył, że wysokość kosztów generowanych przez obsługę systemu emerytalnego bulwersowała. – Będziemy proponowali obniżenie opłat o połowę. To będzie dotyczyło zarówno ZUS-u, jak i OFE – dodał.

Rostowski: zniesiemy benchmark

Liberalizację polityki inwestycyjnej otwartych funduszy emerytalnych oraz zniesie benchmarku zapowiedział w środę minister finansów Jacek Rostowski. Jak powiedział, chodzi o to, by OFE bardziej aktywnie inwestowały w gospodarkę.

Dodał, że po wprowadzeniu zmian w systemie emerytalnym jedyną rzeczą, której nie będą mogły robić fundusze, będzie inwestowanie w obligacje Skarbu Państwa lub obligacje gwarantowane przez Skarb Państwa.

Premier: obligacje OFE w ZUS to sto procent bezpieczeństwa emerytur

Przeniesienie obligacji OFE do ZUS to stuprocentowe bezpieczeństwo emerytury w części obligacyjnej – zapewnił Donald Tusk.

– Niektórzy obawiają się, że jeśli składka będzie w obligacji, a ta obligacja – w dyspozycji OFE, to jest to pewniejszy gwarant, że pieniądze będą wypłacone w przyszłości – mówił premier na konferencji prasowej.

W jego opinii, przesunięcie części obligacyjnej OFE do ZUS „tak naprawdę jest zamianą tych obligacji, które dziś są w dyspozycji OFE, na wierzytelność przyszłą i to gwarantowaną przez państwo na poziomie ustawowym”. Jak mówił, oznacza to, że część obligacyjna – umorzona i zamieniona na gwarancje co do wierzytelności przyszłej wobec obywateli, jest równie bezpieczna. – Historyczne doświadczenie pokazuje nawet, że jest to bardziej bezpieczne, niż obligacje jako takie – dodał.

Tusk przypomniał, że w toczącej się debacie niektórzy twierdzili, iż obligacje OFE to stuprocentowa gwarancja, a gwarancje państwowe – nie. – Chcę powiedzieć, że państwo, które jest niewypłacalne, jest niewypłacalne także wtedy, gdy ma obowiązek wypłacić obligacje i historia zna takie przypadki. Gwarancja ustawowa tej wierzytelności wobec obywateli emerytów jest gwarancją dokładnie tyle samo wartą, a w perspektywie może nawet bezpieczniejszą, niż gołe obligacje – powiedział.

Jak podkreślił szef rządu, zaproponowano pozostawienie części akcyjnej w OFE. – To mniej więcej połowa aktywów – dodał.

Tusk: zadaniem rządu – zabezpieczenie wypłaty emerytur

Zadaniem rządu było przygotowanie takiego rozwiązania ustawowego, które zabezpieczy w 100 proc. wypłacanie emerytur – powiedział w środę premier Donald Tusk.

Jak mówił Tusk na środowej konferencji prasowej, zadaniem rządu było „przygotowanie takiego rozwiązania ustawowego, które zabezpieczy w 100 proc. wypłacanie emerytur”, by pieniądze zgromadzone w OFE nie podlegały „zbyt wielkim ryzykom, szczególnie w końcówce okresu składkowego”.

Dlatego – jak podkreślił – rząd proponuje takie rozwiązanie, „które zabezpieczy polskiego emeryta, tzn. zagwarantuje wypłatę także tej części emerytury (wypracowanej przez OFE) i to wypłatę dożywotnią”. – A nie tak, jak niektórzy sugerowali, że ta część wypłacana przez OFE miałaby być wypłacana tylko przez 10 lat – dodał premier.

Jak mówił, w ostatnich miesiącach okazało się, że OFE nie są przygotowane do dożywotniego wypłacania tej części emerytur, za które odpowiadają.

Tusk: wpływ systemu OFE na dług publiczny – przygniatający

Dług publiczny uniemożliwiłby wykonanie Polsce skoku cywilizacyjnego – poinformował w środę premier Donald Tusk. Dodał, że wpływ systemu OFE na dług publiczny jest przygniatający i uniemożliwiłby on Polsce przeprowadzenie m.in. inwestycji.

Premier powiedział, że w trakcie konsultacji wzięto pod uwagę wiele głosów, także tych krytycznych wobec proponowanych zmian.

– Doszliśmy do rozwiązań, które – jak sądzę – w bardzo dużym stopniu wypełniają najważniejsze oczekiwania społeczne – powiedział premier na konferencji prasowej prezentującej zmiany w systemie emerytalnym.

– Dla nas kluczowe było osiągnięcie kilku efektów: po pierwsze kwestia długu publicznego. System OFE (…) jest systemem budowanym w części na rosnącym długu publicznym i okazałby się systemem bardzo kosztowny, zwiększającym zadłużenie publiczne – powiedział Tusk.

– Wiedzieliśmy, że rosnący dług publiczny tak naprawdę uniemożliwi wykonanie tego skoku cywilizacyjnego, a wpływ na dług publiczny systemu OFE jest przygniatający. Tak naprawdę uniemożliwiłby Polsce zerwanie się do tego kolejnego skoku, polegającego na wzroście, w tym w inwestycje publiczne – powiedział szef rządu.

Źródło: WP.PL

Szokujące pustki w kasie ZUS. Przyczyny? Demografia, górnicy

Przez najbliższe lata co roku będzie mu brakować na wypłatę emerytur ponad 50-60 mld zł. W 2025 r. nawet 80 mld zł, a za ponad 40 lat już 120 mld zł. A Jacek Rostowski przekonuje, że Zakład wychodzi na prostą.
– Potrzebny jest solidaryzm społeczny. Dłużej z tymi wydatkami na emerytury nie wytrzymamy. Trzeba zrobić prawdziwy przegląd systemu i łatać dziury, przez które dziś uciekają pieniądze – mówi Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

ZUS przygotował właśnie najnowszą prognozę dla funduszu, z którego wypłacane są świadczenia dla ponad 5 mln emerytów. To, że wpłacane przez Polaków składki nie pokryją tych wydatków, było do przewidzenia. Mało kto się jednak spodziewał, że deficyt będzie aż taki. Zwłaszcza że minister finansów ostatnio powtarza, że ZUS wychodzi na prostą i za kilkadziesiąt lat system będzie się bilansował. Prognoza pokazuje, że nie będzie.

Cały czas pod kreską

Zakład na podstawie prognoz Eurostatu o demografii i prognoz resortu finansów o stopie bezrobocia, inflacji, wzroście płac, PKB przygotował trzy warianty rozwoju sytuacji.

W najbardziej optymistycznym na wypłaty w 2060 roku zabraknie 43 mld zł. W drugim deficyt sięgnie 124 mld zł, w najczarniejszej zaś prognozie będzie brakować aż 166 mld zł! To wszystko kwoty nominalne. Po uwzględnieniu inflacji (czyli na dzisiejsze pieniądze) ZUS-owi za 47 lat będzie brakować od 15 (wariant optymistyczny) do 60 mld zł (pesymistyczny).

Najtrudniejsze lata to 2025-30. Wtedy biorąc pod uwagę inflację, dziura emerytalna przekroczy w wariancie pośrednim 50-60 mld zł, a w pesymistycznym nawet 70 mld zł.

Niedobory ZUS (a konkretniej Fundusz Emerytalny) będzie musiał łatać z dotacji budżetu państwa. Tylko w ubiegłym roku z podatków wszystkich pracujących Polaków Zakład dostał na ten cel 39 mld zł.

W 2012 r. Polacy wpłacili do ZUS 72 mld zł składek emerytalnych. Tymczasem w postaci emerytur Zakład wypłacił 111 mld zł. Coś optymistycznego? Wydatki na emerytury w każdym wariancie maleją w stosunku do PKB.

Skąd niedobory w kasie?

Przede wszystkim przez demografię. W tym roku więcej Polaków umrze, niż się narodzi. ZUS ma tego świadomość, dlatego w prognozie alarmuje: „Wyniki prognozy demograficznej należy w tym kontekście uznać za co najmniej niepokojące”.

Zgodnie z danymi Eurostatu liczba Polaków spadnie z 38,4 mln dzisiaj do blisko 32,4 mln w 2060 r. Równocześnie będziemy z roku na rok coraz starsi. W 2060 r. osób w wieku produkcyjnym będzie aż o 7 mln mniej niż dziś (17 mln). Będzie za to 3,4 mln więcej osób starszych, w wieku poprodukcyjnym (10,5 mln). Dziś emeryci stanowią 18,4 proc. mieszkańców Polski, w 2035 r. będzie ich już 22,4 proc., a w 2060 – 32,3 proc.

Te dane uwzględniają już podwyższenie wieku emerytalnego rozpoczęte w tym roku (docelowo mamy pracować do 67 lat). Gdyby wiek emerytalny pozostał bez zmian, struktura wiekowa Polaków byłaby jeszcze bardziej niekorzystna dla gospodarki.

– Na trudną sytuację ZUS wpływają też przywileje górników. Są oni całkowicie poza systemem. Nie mają emerytury tylko ze składek, ale z hojnych dotacji budżetu – mówi Bohdan Wyżnikiewicz z IBnGR.

Co roku państwo dopłaca do emerytur górniczych 6 mld zł.

Jeremi Mordasewicz z konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej ZUS, tłumaczy z kolei, że ZUS do ruiny doprowadza przede wszystkim hojny, niespotykany w innych krajach system waloryzacji naszych składek.

Zmienić waloryzację emerytur

Reforma emerytalna zakładała, że nasze konto emerytalne w ZUS będzie waloryzowane o tzw. tempo wzrostu przypisu składek emerytalnych ZUS. To wskaźnik, który zależy od liczby pracujących i wysokości ich wynagrodzeń. Wybór takiego sposobu waloryzacji sprawiał, że stan naszego konta w ZUS automatycznie dopasowywał się do sytuacji na rynku pracy, a tym samym do pogarszającej się demografii. Oznaczało to, że na starość z ZUS dostaniemy nie tyle, ile sami odłożymy, ale tyle, ile wpłacać do niego będą nasze pracujące dzieci.

Jednak w 2004 r., za rządów SLD, politycy zabawili się w dobrych wujków i postanowili poprawić waloryzację na większą (nie może być mniejsza niż inflacja). – A to oznacza olbrzymie wydatki w przyszłości Zakładu. Nie ma rady. Teraz tę zasadę trzeba zmienić. Państwo tego nie wytrzyma – dodaje Mordasewicz.

Dopłaty państwa do emerytur w sumie będą jeszcze większe. Bo prognoza ZUS nie uwzględnia deficytu innych systemów – KRUS, do którego państwo dopłaca 16 mld zł (dla 1,3 mln emerytów i rencistów), i mundurówki (ponad 13 mld zł idzie na wypłaty świadczeń dla 380 tys. osób). Do tego trzeba jeszcze doliczyć miliardowe wydatki na renty, które wbrew reformie z 1999 r. wciąż nie są zmienione.

Co dadzą pieniądze z OFE?

Poprzednia długoterminowa prognoza wydatków na emerytury do 2060 r. była robiona trzy lata temu. Od tego czasu przepisy się jednak zmieniły. Przede wszystkim podwyższono wiek emerytalny, ale też w 2011 r. rząd obniżył składkę do otwartych funduszy emerytalnych z 7,3 proc. do 2,3 proc. Zakład w prognozie te zmiany uwzględnił.

– Przez kilka lat obniżenie składki do OFE będzie oznaczało poprawę sytuacji funduszu emerytalnego. Składki do niego bowiem wzrosły. Oznacza to spadek deficytu funduszu i wzrost wpływów do ZUS rzędu 15 mld zł rocznie – mówi Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych z krakowskiej AGH.

Wacławik dodaje jednak, że długofalowo to żadne rozwiązanie. W przyszłości taka zmiana ZUS zaszkodzi, bo będzie musiał z tego powodu wypłacać Polkom większe emerytury.

A rząd planuje już kolejny skok na kasę OFE. W grze zostały trzy warianty zmian, z których jedne bardziej inne mniej przenoszą część lub całość naszych oszczędności z prywatnych funduszy do państwowego ZUS. – Likwidacja czy nacjonalizacja OFE nie rozwiąże naszych problemów. Musimy mieć pełną świadomość, że za 20 lat będziemy mieli korzyści z OFE. Likwidując system dziś, tworzymy około 2030 r. dziurę, którą trudno będzie załatać – dodaje Wacłwik.

Po co więc rząd forsuje takie rozwiązania? Zdaniem Wacławika w 2015 r. mamy wybory. I rząd za wszelką cenę chce zapewnić sobie pozornie lepszą sytuację budżetu i deficyt poniżej progów ostrożnościowych.

Twórcy reformy emerytalnej przewidywali problem z brakiem pieniędzy na emerytury. Dlatego powołano Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał gromadzić pieniądze na trudne czasy. Tę skarbonkę mieliśmy rozbić dopiero po 2020 r. Ale rząd, tłumacząc się trudną sytuacją finansową, co roku fundusz podskubuje. Dwa lata temu zabrał 7,5 mld zł, w tym roku zabierze jeszcze 2,5 mld zł. W funduszu jest dziś niecałe 20 mld zł.

Innym pomysłem na finansowanie emerytur miały być dochody z gazu łupkowego. Ale na razie ich nie ma i nie wiadomo, czy i kiedy będą oraz w jakiej wysokości.

Źródło: http://wyborcza.biz/Emerytura/1,124711,14257047,Szokujace_pustki_w_kasie_ZUS__Przyczyny__Demografia_.html#BoxSlotIIMT#ixzz2Yj1JWquk